Kredyt hipotetyczny na zakup Wisły

Kilka lat temu kolega pokazał mi dość oryginalną literówkę na stronie Internetowej sklepu z artykułami żeglarskimi. Pośród różnego rodzaju elementów takielunku, lin, żywic do naprawy statków, przyrządów nawigacyjnych czy map morskich znalazła się w sprzedaży Wisła, w bardzo przystępnej cenie 250 zł. Pamiętam, że szczególną moją uwagę przykuła jednak nie sama sprzedawana rzeka, a dostępna ilość 75 sztuk. W opisie natomiast nie znalazłem informacji o sposobie podziału.
Może można kupić tylko jedno dorzecze? Albo 1/75 długości? Wikipedia podaje, że Wisła przepływa dokładnie przez 75 miejscowości, to nie może być przypadek! Może po miejscowości na zakup? A może kolejne Wisły są wykonywane na zamówienie, taki rządowy program Wisła Plus?
Uważam, że to zdecydowanie właściwy trop. W czasach, kiedy wielu z nas brakuje kontaktu z naturą, a kurorty turystyczne zapełniają się ludźmi, trudne bywa zachowanie dystansu społecznego. Rozwiązaniem na to mogą być prywatne góry, jeziora, morze czy co kto tam lubi. Kup Śnieżkę i Park Łazienkowski, a Plażę w Dębkach dostaniesz gratis!
Że piszę bzdury? Całkiem możliwe. Jestem po przejechaniu jakoś koło 900 km, w sumie 12 godzin podróży, po czymś takim umysł ma prawo nieco szwankować.
Muszę się wam przyznać, że ostatni miesiąc dla mnie był bardzo ciężki. Wiele stresu, pracy i papierków od Fundacji, do tego kilka zawirowań bardziej prywatnych, Elten i takie tam… Tak więc kiedy usłyszałem propozycję, by "rzucić wszystko i jechać w Bieszczady", nie wahałem się! Co prawda wyjazd to tylko do czwartku, ale jednak jest. Tak więc pozdrawiam was z Polańczyka, w którym stwierdziłem, że podejmę wyzwanie i napiszę wpis na bloga. A że wena mi wraz z wyzwaniem dopisała, nie można zwlekać, wpis piszę już dziś. I to o zgrozo leżąc już w łóżku, co dawno, bardzo, bardzo dawno mi się nie zdarzało: mam złotą zasadę, że pracuję i piszę przy biurku. No cóż, dziś to złoto nieco osnuło się chyba patyną.
Razem ze mną jest tu rodzina, która pozostaje w górach do poniedziałku. Ja jednak… nie lubię gór, uznałem więc, że trzy dni to okres akurat dostateczny do zresetowania się, a nie dostateczny, by mieć gór po dziurki w nosie.
No i tak oto pojechaliśmy… Próbowałem dziś zastanowić się, kiedy ostatni raz taki wspólny rodzinny wyjazd nam się trafił i wychodzi na to, że w lutym 2018 roku. Siedzę więc teraz z Kamilem, moim bratem, w pokoju: ja piszę wpis na bloga, Kamil gra w "Skyrima" i irytuje się, że nie może otworzyć drzwi, w grze oczywiście. W sumie dość symboliczne…
Powtórzę to, co pisałem na blogu niedawno. Ja naprawdę powinienem trzymać się z daleka od muzyki, a przynajmniej od wykonań wokalnych. Okazuje się, że długie podróże przełączają mój umysł w tryb, w którym żadna piosenka nie może się czuć bezpiecznie.
W radiu puścili dziś hit imprezowy zespołu Maanam, mówię oczywiście o piosence "Cykady na cykladach". Mój mózg natychmiast podchwycił obraz z refrenu i stworzył własną wizualizację:
Piaszczysta plaża, ludzie siedzą pod parasolkami, popijając wino czy inne napoje o zawartości alkoholu porównywalnej z lipcowymi temperaturami. Gra orkiestra, niektórzy wychodzą tańczyć. Ogólny obraz sielanki… Wtem… Pierwsza, druga syrena. Nastaje panika, ludzie rzucają się do wyjścia, z głośników padają rządowe komunikaty. Gwiazdy spadają!
Teraz, pisząc powyższy opis, dostrzegam też możliwą drugą, nawet bardziej intrygującą interpretację rzeczonej sceny. Mówiąc "gwiazdy" miałem na myśli Boadiceę czy innego Syriusza. Ale można na tę sprawę spojrzeć inaczej: widzę już, jak na plaży (oby ze spadochronami) lądują: Robert Lewandowski, Kamil Stoch, Michał Bajor… W tym kontekście wersy "Morze i niebo ostro lśni / dobrze, ah jak dobrze mi!" skłaniałyby do jak najszybszego zalecenia porzucenia stosowanych przez podmiot liryczny używek!
Dobrze, może już lepiej w tym miejscu ze względu na psychikę czytelników będzie spuścić na resztę zasłonę milczenia? Wspomnieć sobie tylko pozwolę, że krótko potem w głośnikach zabrzmiało "Cała jesteś w skowronkach"… Możecie sobie wyobrażać, co mój udręczony umysł wyimaginował. W sumie to nawet niezły pomysł na jakieś opowiadanie. Ejj, skoro romantyczni pisarze tworzyli po różnego rodzaju substancjach psychoaktywnych, może ja przed moim programowaniem powinienem po prostu włączać radio? Ja chcę zobaczyć te listy zmian!
Skąd ta skaza charakteru? No cóż, mam pewną teorię.
Kiedy byłem mały, uwielbiałem kolędę "Gdy śliczna panna". Większość czasu mojego dzieciństwa spędziłem w szpitalach w trakcie różnych operacji. By jakoś mi ułatwić to wszystko, tata nagrał w owym czasie kasetę, składającą się (na obydwu ścieżkach) z zapętlonej rzeczonej kolędy. Kaseta ta niestety się nam zgubiła, a bardzo żałuję. Zastanawiam się teraz, na ile miało to wpływ na mój charakter, osobowość, światopogląd… Bo dochodzę czasem do wniosku, że mieć musiało zdecydowanie.
Skoro o szpitalach mowa, byliśmy dzisiaj w Sanoku i mój brat zgłosił ciekawe spostrzeżenie. W Sanoku, ostatecznie duże miasto, mieści się przykra instytucja cmentarza. Z cmentarzem tym jednak sąsiadują: szpital, szkoła oraz zakład fryzjerski.
Pierwsze elementy da się wyjaśnić. Szpital to akurat dobry pomysł, w razie gdyby jednak się nie udała operacja, no, kierowcy mają blisko. Szkołę też umiem zrozumieć: sam czasem jak musiałem wstawać o piątej rano do gimnazjum miałem ochotę wyjść z siebie. Ale zakład fryzjerski? Mają aż tak nieporadnych fryzjerów, że obcinając włosy ścinają całą głowę, czy co?
To mi przypomina inny żart z kategorii czarnego humoru:
W karetce budzi się pacjent.
– Dokąd jedziemy? – pyta.
– Do kostnicy.
– Ale ja jeszcze nie umarłem!
– A my jeszcze nie dojechaliśmy.
Dygresja.
Wiecie, że w Choczewie szpital sprzedał karetki firmie taksówkarskiej? To jest naprawdę dobry pomysł! Skoro na pogotowie czeka się tak długo… Uberze, widzę potencjał! Proponuję do listy dostępnych pojazdów dołączyć kategorię karetka. Albo nie, to musi być z angielskiego, to może… Wiem, Taxi Ambu! Co można rozumieć jako Ambulance, albo… Ambushment!
Koniec dygresji.
W każdym razie ja uważam, że odpowiednie zestawianie budynków użyteczności publicznej może nieść za sobą same korzyści: od oszczędzania drogi, po odpowiednie przygotowanie psychiczne petentów. Poradnia psychologiczna koło Zusu, Urząd Skarbowy zaraz koło lombardu, siedziba NFZ… Hmmm, ta to chyba gdzieś po środku pustyni być powinna.
Jeszcze przy Sanoku pozostając, znaleźliśmy w nim ciekawe ogłoszenie. Oferowane są tam niejakie "kredyty hipotetyczne". I ja wiem, można się naigrawać, że kredyty dają, a nie wiedzą, jak się nazywają. Ale to nie tak, ja wszystko rozumiem!
Cała procedura polega na… No, załóżmy, że budujecie dom. Zatrudniacie architekta, szukacie firmy budowlanej, wykonawcy schodów (sic!) i tych wszystkich innych potrzebnych ludzi. A kiedy już ich macie i pytają, kiedy dacie im zapłatę, udajecie się do biura kredytów hipotetycznych i słyszycie: no hipotetycznie możemy Panu/Pani dać kredyt, ale skończyły się pieniądze! No i tak to działa.
Teraz możecie spróbować przekazać takie same słowa kierownikowi budowy… No i właśnie tutaj przydaje się ten szpital koło cmentarza!

24 komentarze

  1. Oj. Czepiasz się z tym kredytem hipotetycznym.
    A tu poprostu chodziło o to, że ktoś chciał być uczciwy i prawdomówny.
    Kredyt jest hipotetyczny, bo niby się go udziela, ale o odsetkach i innych tego typu przykrych konsekwencjach pisze się baardzo małym druczkiem.

Dodaj komentarz

EltenLink